Dlaczego akurat 30 lat? Ponieważ, po pierwsze jest to okres, który  według mnie, wyznacza pełną i trwałą zmianę, jakiej podlega społeczeństwo, po drugie jest to czas na tyle długi, że pokolenie, które za 30 lat będzie decydowało o codzienności naszych parafii, wspólnot kościelnych i co ważne, mediów,
nie będzie już pamiętać z własnego doświadczenia pierwszych dwóch dekad tego wieku i po trzecie wreszcie jest to granica wieku, którego ja z pewnością już nie doczekam.
 
Jaki będzie Kościół w 2045 roku? Nie chcę bawić się w proroka, ale już dzisiaj widać wyraźnie, że następuje coraz bardziej widoczny podział w rozumieniu czym jest i czym powinien być Kościół? Wielu ludzi wolałoby uniknąć mówienia o podziale w Kościele. Rozumiem i podzielam to stanowisko ze względu na zjawisko „kreowania rzeczywistości”. Niektórzy przez swoje wypowiedzi dzielą zamiast łączyć, kreują i pogłębiają podziały, a powinni burzyć mury i budować mosty. Nie chcę się przyłączać do krytyków Kościoła, ale też nie jest mi obojętne, w którą stronę zmierza reformowanie Kościoła.
 
Nie mówić o podziale nie oznacza, że się go nie zauważa. Jeśli istnieje pewne napięcie, pewien podział, to też nie oznacza od razu katastrofy. Można ten fakt wykorzystać pozytywnie, istotne jest która racja przeważy i co ostatecznie zdecyduje. Zwłaszcza, jeśli granicą podziału staje się jakaś osoba, która ma duży wpływ na ludzi. Taką osobą staje się ostatnio osoba papieża Franciszka. Jego zachowanie, słowa i intencje budzą z jednej strony coraz więcej sprzeciwu a z drugiej strony coraz więcej podziwu i uznania. Ktoś mógłby powiedzieć, że to dobrze dla Kościoła, bo: „nie ważne, czy dobrze czy źle, istotne, żeby się mówiło”.
Trudno powiedzieć do jakiego stopnia Papież jest odporny na wpływ opinii o nim. Wydaje się być bardzo zdeterminowanym w reformowaniu Kościoła, tak jak robił to jego patron św. Franciszek. Ale rośnie też opór wobec jego reform.
 
Co ciekawe, sprzeciw wobec osoby Papieża Franciszka zauważa się coraz bardziej nie tylko w gronie dostojnych purpuratów, i skostniałych urzędników kościelnych każdego stopnia, poczynając od katechetów a kończąc na kardynałach, których bezpośrednio dotyka nauczanie Franciszka, ale coraz bardziej sprzeciwiają się stylowi Papieża młodzi kandydaci do kapłaństwa. Są to ludzie, którzy chcieliby odrzucić nie tylko społeczny wymiar Papieskiego nauczania, ale marzą o powrocie do czasów przedsoborowych. Szukają oparcia w czymś czego sami dobrze nie znają, i podoba im się forma, której stabilność upatrują w patynie niezmienności Kościoła przez kilka wieków.
 
Kościół nie jest tylko widzialną instytucją,  ważny jest w nim  przede wszystkim element duchowy, dlatego reformatorzy Kościoła, którzy chcą zmienić tylko formę zewnętrzną, w rzeczywistości nie reformują Kościoła ale go deformują. Trafnie uchwycił to właśnie Papież mówiąc o niebezpieczeństwach, albo o pokusach jakie grożą uczniom Chrystusa, kiedy zwracał się do biskupów Ameryki łacińskiej, w Aparecida, w Rio de Janeiro w 2013 roku.
 
Wymienił wtedy jako główne niebezpieczeństwa trzy zagrożenia: ideologizację Ewangelii w postaci albo
- zredukowania ewangelii do wymiarów socjologicznych, które łatwo się przekształcają w pójście za głosem większości (tendencja Kościoła na Zachodzie), albo uleganie wpływom marksizmu (teologia wyzwolenia),
- albo ideologizacji psychologicznej, kiedy ewangelia jest zredukowana do wymiaru indywidualnego wzrostu, bez wpływu na wymiar misyjny i społeczny, co jest widoczne zwłaszcza w naszych polskich rekolekcjach parafialnych i rekolekcjach dla różnych grup.
- albo ideologizowanie w propozycjach: gnostyckiej (kościół jako elita, która jest na ogół zamkniętą grupą) i pelagiańskiej, widzącej ratunek dla Kościoła w strukturach i powrocie do tradycji (nowe wspólnoty zakonne i tendencje lefebrystowskie).
 
Drugim niebezpieczeństwem według Papieża jest funkcjonalizm i sprowadzanie Kościoła do roli organizacji pozarządowej, której zasadniczym celem jest skuteczność działania i wymierne efekty.
 
Trzecim niebezpieczeństwem jest klerykalizacja, z której nie ma łatwego wyjścia, ponieważ księża mają zawsze tendencję do klerykalizowania a wiernym często to odpowiada, że ksiądz za nich wiele robi i decyduje.
Jak podkreśla z naciskiem Papież Franciszek, w każdym przypadku kiedy jakaś grupa w Kościele, lub ktoś zamierzający reformować Kościół, uważa się za Mistrza, który wie lepiej, a nie za ucznia Chrystusa, lub zamyka się na misyjny wymiar Ewangelii wtedy  traci  to, co jest istotą pójścia za Chrystusem. Taki człowiek gasi ogień, który jest w Ewangelii.
 
PS. Uważam, że jest duża analogia pomiędzy aktualną sytuacją w Kościele i w naszej Prowincji, wystarczy więc  w miejsce Kościół podstawić słowo Prowincja

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież