Wśród młodych ludzi panuje przekonanie, że ktoś kto nie ma profilu na Facebooku nie istnieje. Ja też nie chcę umierać, więc założyłem także konto na Facebooku. Zmusił mnie do tego mój konformizm, oraz mocny instynkt stadny. Wychowany we wspólnocie, nie chcę się odłączać do stada. Założenie konta skutkuje tym, że codziennie przychodzą do mnie maile informujące, że ktoś zmienił profil, dodał zdjęcie, opublikował film. Klikając na linki zauważyłem, że jakaś cześć moich współbraci żyje na facebooku dość intensywnie, niektórych tam w ogóle nie ma, ergo nie żyją.

Inni, podobnie jak ja, istnieją tam tylko jako widzowie. Na początku myślałem, że ten sposób komunikacji, obecnie najszybszy chyba z istniejących, (może ktoś zna szybszy?) przybliży innych do mnie, powie mi więcej o moich znajomych, ale przekonuję się że to złudzenie. Ci inni, mówią mi tylko o tym, co oni uważają za interesujące, i co oni sami znaleźli w Internecie. Wbrew pozorom, to wcale nie poprawia komunikacji między mną a tymi, którzy zaprosili mnie do znajomości. Owszem możemy szybciej dowiedzieć się o jakimś nadzwyczajnym piesku, występie jakiegoś cudownego dziecka w programie Mam Talent, ale niestety, to nie są talenty moich współbraci, tylko innych, o których i tak kiedyś poinformuje znany portal, który też szuka informacji przyciągającej uwagę. Te portale muszą przecież zapełnić wszystkie swoje działy wciąż nowymi zdjęciami i nowymi pseudo informacjami.
Marzy mi się, żeby nasze życie było prawdziwe i pełne interesujących wydarzeń, o których będziemy umieli opowiedzieć wszystkim. Każdy ma coś ciekawego do opowiedzenia, Facebook to umożliwia. Dla mnie na razie tym sposobem jest ten blog.


Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież