Dwa lata temu w naszym ogrodzie przy Domu Generalnym, po intensywnych deszczach przewróciły się dwa drzewa. Były to piękne pinie i rosły tu przez wiele lat, prawdopodobnie od czasu kiedy był zakładany ogród po wybudowaniu domu. Niestety trzeba było pociąć grube pnie i usunąć gałęzie.

Przyczyną ich upadku było niewątpliwie nadmierne nasiąknięcie ziemi i wiatry które w jednym dniu ze szczególną siłą przewentylowały Rzym. Jednak było jeszcze coś, co przyczyniło się do zakończenia ich dostojnego istnienia. To, że nie miały prawie wcale korzeni, woda była dostępna dla nich już na głębokości pół metra, nawet w czasie kilkumiesięcznej suszy, ponieważ teren jest podmokły.

Ten obraz, który zachowuję w pamięci zbiegł się z symbolem tegorocznego spotkania Unii Wyższych Przełożonych Instytutów Zakonnych w Rzymie 25 - 27 maja 2016. Temat tego spotkania jest pewną grą słów. "Vita consacrata radicali nella profezia" słowo radicali ma odniesienie zarówno do radykalności jak i do "radici" - korzeni. Kiedy czytam materiały z tego spotkania, to mam wrażenie, że wśród tych przełożonych jest jeszcze wielu ludzi, którzy mają marzenia, pomimo swojego wieku. Mnie osobiście to odpowiada. Byłoby całkiem źle, gdyby ci ludzie odpowiedzialni za dużą jak by nie było część Kościoła obcinali tylko kupony ze swojego kapitału. Czy jednak to pragnienie świeżości zejdzie na poziom naszych wspólnot? Czy zmieni coś w naszym rozumieniu czym jest życie zakonne?

Generałom zakonów marzy się radykalność i proroctwo widoczne w życiu zakonnym. Myślę, że wielu zakonnikom marzy się to samo, zanim przytłoczy ich miałkość wspólnoty, osobiste trudności i przystosowanie się do życia świeckiego. Nikt przecież nie  pragnie,  (nie powinien pragnąć)  życia nijakiego, bez smaku, bez "adrenaliny", bez tego co dodaje siły nawet wtedy, gdy tej siły już nie ma. Trudności są zawsze, dlatego lekarstwem  jest zaciekawienie prorockim wymiarem świadectwa osób konsekrowanych i radykalizm odpowiedzi, jaką może dać życie zakonne na to, co przynosi świat w życie wiarą.

Marzeniem wyrażonym w tym spotkaniu jest zakorzenienie (i radykalizm) życia zakonnego co najmniej tak szerokie, żeby to, co zewnętrze i widoczne nie przeważało tego co ukryte, z czego czerpie się siłę, żeby korzenie, jak na tym rysunku, były tak szerokie jak korona drzewa.

Co oprócz symboli pozostało z tego spotkania? W dyskusji na temat formacji mówiono o konieczności prawdziwego doświadczenia duchowego na początku. Kontakt z ludźmi biednymi jako element formacyjny jest niezbędny nie tylko w formacji początkowej ale także w formacji ciągłej. Myślę o domach zakonnych, które pomagają udziom biednym, ale jedynie  przez Caritas parafialny albo przez ekonoma a same nigdy się nad tym nie zastanawiają ani nie zajmują. A to mołoby formować, czyli naprawiać wiele nadużyć we wspólnotach.

Formacja nie powinna być nadmiernie akademicka, ale powinna rozwijać zdolności, które mogą być przydatne w misji. We wspólnocie, która nie jest tylko samym współużytkowaniem przestrzeni i czasu, powinno się znaleźć sposób na dzielenie się ideami, doświadczeniem, kruchością, wrażeniami. Być może to nie jest żadne odkrycie, ale jeśli wspólnota nie jest otwarta na takie dzielenie, oparte na Słowie Bożym, to o jakiej wspólnocie zakonnej mówimy? Jeśli jest ona zamknięta na dyskusję, wymianę myśli, każdy w niej jest zajęty swoją pracą i nie interesuje go co myśli i co robi współbrat, to gdzie tu miejsce na życie zakonne? Dla mnie jakąś miarą życia zakonnego pozostanie to, czy my jako prowincja, czy Zgromadzenie, będziemy rozmawiać ze sobą o nas samych, chociażby w Unitasie.

Z pozostałych treści na tym spotkaniu przemawia do mnie potrzeba przejrzystości w ekonomii, to, że nie powinno się powierzać zadania ekonoma jednemu człowiekowi, a jednocześnie każdy we wspólnocie powinien mieć podstawową znajomość ekonomii. Ludzie, którzy twierdzą, że się na ekonomii nie znają, a jednocześnie pragną mieć wszystko i nie chcą wiedzieć ile to kosztuje, zawsze wywoływali we mnie nieufność. Generałowie nie doradzają też oddawania całkowitego zarządu majątkiem zakonnym ludziom świeckim.

Dyskusja została zakończona obrazem drzewa, mamy podtrzymywać drzewo, żeby nie upadło, ale nie oboma rękami, jedna musi być wolna do służby życiu, które wzrasta. (afrykańskie przysłowie mówi, że jedno upadające drzewo czyni więcej hałasu niż cały las, który rośnie).


Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież