Zakończyło się trzecie spotkanie świeckich Saletynów w Dębowcu.
Spotkanie było krótkie, trwało tylko trzy dni, w czasie których nie było zbyt wiele czasu na to, co zawsze w takich spotkaniach jest istotne, na prawdziwą wymianę myśli i znalezienie wspólnego „języka" właśnie pomimo różnic językowych.
Nazwa Świecki Saletyn jest być może trochę zbyt ambitna, jeśli się ją przypasuje do rzeczywistości jakie widzimy w naszych krajach. Tym niemniej niektórzy wcale się nie wstydzą jej używać, pomimo, że znaczenie tej nazwy jest nie do końca jasne.
Dlaczego to znaczenie nie jest jasne? Ponieważ pokłada się pod nie różny zakres, od znaczenia zbliżonego do tego, jaki ma trzeci zakon w wielu Zgromadzeniach, po całkiem niezorganizowaną grupę ludzi nam bliskich i nam pomagających.
Hasłem i tematem tego spotkania było „Powołanie świeckiego Saletyna, zadania i środki". W pewnej mierze ten temat został już określony na poprzednim spotkaniu dwa lata temu w Salmacie. Wtedy ks. Generał zredagował razem z delegatami z grup 7 punktów charakteryzujących Świeckiego Saletyna. Ponieważ nie ma wśród nich zobowiązania do żadnych oficjalnych przyrzeczeń ani ślubów, można więc dalej rozumieć, tak jak dotychczas, że dotyczy ono wszystkich, których zechcemy tak nazwać.
Trzeba jednak wziąć pod uwagę drugą stronę medalu. A tą drugą stroną jest ów świecki saletyn we własnym rozumieniu swojej roli. Czy on che się tak nazywać? I czy chce żyć według tych zasad? Większość naszych gości z Włoch, Francji, Szwajcarii wyraziła taką wolę. Ale wśród polskich uczestników takiej jedności nie było. Co więcej, niektórzy wprost powiedzieli, że oni mają swoją duchowość i swoja formację i nie zamierzają jej zmieniać.
Jest to oczywiście całkowicie zrozumiałe. Jeśli ktoś już się zrósł z jakimś ruchem, z jakąś drogą, to może się zainteresować inną formacją, tylko w tym wypadku, jeśli dotychczasowe zaangażowanie w Kościele mu nie wystarcza, lub gdy ...ma zbyt wiele czasu i chce go czymś jeszcze wypełnić. Dlatego myślę, że nie było błędem, że tacy ludzie byli na tym spotkaniu, ale błąd popełnili ci, którzy ich na to spotkanie zaprosili.
Widać na przykładzie tego spotkania, że obecnie Kościół w Polsce może „zagospodarować" wielu wiernych dając im różnorodną duchowość i różnorodne zaangażowanie. Oferta duchowości jest naprawdę bogata. Tego wyraźnie brakuje w naszych parafiach w prowincji francuskiej, włoskiej. Mam wrażenie, że nasi Świeccy Saletyni z tych krajów szukają czegoś, co dało by im głębsze poczucie przynależności do wspólnoty Kościoła niż samo uczestnictwo we Mszy św. nawet codziennej. Do takich ludzi jest skierowane zaproszenie do Świeckich Saletynów. Takich też wiernych trzeba dopiero szukać w Polsce.
Powstaje pytanie czy warto? Skoro my jesteśmy już sami zaangażowani w różnych ruchach, prowadzimy liczne grupy, po co nam jeszcze jedna? Odpowiedź jest prosta, ponieważ ta grupa w przeciwieństwie do każdej pozostałej jest wyrazem i odbiciem naszego charyzmatu. Taki jest nasz charyzmat, jaka jest umiejętność przekazania go ludziom świeckim. Jeżeli nie potrafimy im dać formacji typowo saletyńskiej, to wniosek nasuwa się sam: sami jej nie mamy. Nemo dat quod non habet.
My potrzebujemy świeckich Saletynów w Polsce, nie dla tego, że za chwilę zabraknie księży jak ich brakuje we Włoszech, we Francji, w Belgii, czy w Niemczech. My ich potrzebujemy dla umocnienia naszej tożsamości. Potrzebujemy formować samych siebie w naszej, nam właściwej duchowości, potrzebujemy wychować swoich specjalistów od „saletyńskości". Nie da się tego zrobić tylko w teorii, „na sucho", pisząc książki, czy referaty, trzeba to robić praktycznie, często i widzieć w tym sens i potrzebę. Tę potrzebę widzieli ci polscy uczestnicy, którzy nie należą do żadnego ruchu. Takich ludzi można znaleźć więcej, trzeba tylko trochę wysiłku.
Na wnioski, opinie po tym spotkaniu jeszcze może za wcześnie. Trzeba popatrzeć z dystansu. Mnie się nasuwa już teraz wniosek. Słyszałem go od świeckich. Spotkania co dwa lata są bogate, piękne, ale co pomiędzy nimi? Co wy Saletyni nam oferujecie jako formację saletyńską?